Stało się. tomeq.blogr.com.
Od zawsze, wręcz wyszydzane przeze mnie blogi, traktowałem jako rodzaj pretensjonalnego ekshibicjonizmu. Bezwzględnie ferowałem brutalne wyroki. Internauci szczegółowo opisujący swoje ostatnie sobotnio-nocne wyjście "na miasto" nie bez odrobiny wyższości jednako jawili mi się jako desperacko próbująca się dowartościować masa. Do czasu, jednakże, do czasu. Do czasu kiedy pewnego pogodnego (czego nie jestem do końca pewien) popołudnia (co dosyć prawdopodobne) okazało się, iż blog to niekoniecznie krok po kroku opisana przedwczorajsza chlejnia studentów I roku Informatyki, to niekoniecznie wstrząsające wyznanie 17-letniej Klary, że ona to może by i mogła z tym Michałem coś tego, może nawet i chodzić ale się wstydzi a on, palant, tylko bosko się uśmiecha i nic... Okazało się za sprawą mego akademickiego współlokatora- Grzesia (robiącego skądinąd wielce interesujące zdjęcia) który unaocznił mi jakie to ciekawe możliwości daje swym użytkownikom pewien angielski serwer.
Zatem stało się. Niczym nie uzasadniona myśl, że przecież "ja też mam coś ciekawego do pokazania" zaowocowała powstaniem tego bloga. Co gorsza, z czasem począł kiełkować w mojej głowie inny, o stopień bardziej szalony, bardziej dramatyczny w skutkach pomysł umieszczania na tymże blogu moich, jak przytomnie choć boleśnie zauważyłem, na wskroś grafomańskich tekstów. I, o ile nie wyzdrowieję, pojawiać się one będą tutaj względnie systematycznie.
Bloga współtworzy oraz współprowadzi Marta. I dalej, czy też, a zatem Marta jest również współzamieszczającą :) zdjęcia oraz współzamieszczającą :) teksty. Ale o tym, nadzieję mam, sama coś w najbliższym czasie napiszę.